Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2019

Dzień 11 – 31.05.2019r

   Dzień pod znakiem doła. Nie pomógł nawet wskaźnik wagi. 53,5kg , czyli wracam na dobre tory. Tęsknię za moim facetem, nie widziałam go już ponad miesiąc. W nocy miałam koszmary i obudziłam się z silnym pragnieniem wtulenia się w niego… Ale wiem, że to już pewnie się nie stanie. Dzielą nas setki kilometrów, nie wiem czy go jeszcze kiedyś zobaczę.    Wiem, że to głupota, że to dziecinne, ale mam takie odczucie, że gdy schudnę do odpowiedniej wagi to wszystko się ułoży. Że jakoś dam radę wrócić tam skąd musiałam wyjechać. Że wrócę do mojej dawnej pracy, do przyjaciół i znajomych, do moich pasji. A przede wszystkim do niego. Tyle, że z jednej strony mój racjonalny umysł podpowiada mi, że to wcale nie ma znaczenia ile ważę, że nic nie zmieni jak schudnę, bo niby jak?  Z drugiej głupie marzenia robią swoje… Co się stanie jak nic się nie naprawi? Albo się pozbieram do kupy i zacznę wszystko od nowa, albo będę chudła dalej… W końcu tylko to mi wychodzi dobrze...

Dzień 10 – 30.05.2019r

   Półmetek wyzwania. Tak jak się obawiałam na wadze nie wyświetliło się to co powinno 😉 Jest 53,8kg. Teraz tylko spiąć dupsko i prosto do celu. Dziś trening poszedł bardzo dobrze – poprawiłam trochę szybkość i czas, jestem z siebie zadowolona. Zwiększam czas trwania aerobiku do 20 minut.    Z dietą będę się teraz bardzo pilnować, żadnych odstępstw. Jak mnie najdzie głód, albo co gorsza zachcianka to będę sobie robić kawę. Po niej nie chce mi się jeść. Dziesięć dni musi wystarczyć do zrzucenia tych przeklętych prawie czterech kilo.    Dziś nie byłam bardzo głodna. Aż mnie to zdziwiło, bo te kilka dni od poniedziałku to była istna udręka. Potrafiłam być głodna nawet zaraz po jedzeniu. Może w końcu organizm przyzwyczaił się do mniejszych porcji.    Jednak wróciłam do rozciągania. Marzę o rozciągnięciu się na szpagat. Idzie mi coraz lepiej. Nie lubię się inspirować figurami innych dziewczyn, mam swój cel, ale... te baletnice 😍 Podsumowani...

Dzień 9 – 29.05.2019r

Zacznę od zaległości. Niedziela, Dzień Mamy, dzień odpustu - nie poszedł tak źle – kawałek ciasta (120g), trzy Rafaello zamiast dwóch, ale co tam… Lody czekoladowe jakieś 150g. Miało być ok… miało. Zamiast sałatki na dwa dni była sałatka na jeden dzień. Nie chcę wiedzieć ile kalorii. Za to poniedziałek zaczął się dobrze. Dopóki nie przyszli goście i… nie przynieśli wódki i paki ciastek. Potem poleciało z górki… Ciasto, ciastka, Rafaello, alkohol…   Zapomnieć, pogrzebać, wyprzeć ten dzień. Wczoraj z dietą ok, z ćwiczeniami też nieźle. Tylko rozciągać mi się nie chciało. Dziś leniwy dzień. Deszczowo i duszno, nie chciało mi się chodzić za wiele. Złapał mnie wilczy głód, na szczęście nie uległam. Rozciąganie na razie odkładam ze względu na ból stawów, jakoś mnie trzyma od kilku dni Jutro półmetek „wyzwania”. Powinno być 52,5kg, zapewne jest sporo więcej. Mam tylko nadzieję, że te sporo to będzie jedynie jakiś kilogram więcej. Choć patrząc na poniedziałek… brrr. Ale się zważę, p...

Dzień 8 – 28.05.2019r

Dziś tylko podsumowanie. Jutro trochę więcej o czasie, gdy nie pisałam. Wagę na razie omijam szeroookim łukiem. Mam powód. Podsumowanie:  08:30 – musli (30g) i płatki kukurydziane (10g) z mlekiem (60g) +kawa – 197kcal 13:17 - truskawki(200g) + po jednym orzechu: nerkowca, laskowym, migdale i włoskim – 101kcal 16:50 – zupa pomidorowa (250g)+makaron pełnoziarnisty (50g)– 182kcal 18:10 – truskawki (100g) – 32kcal ·        512 /600 kcal ·        Trening 00:19:15 ; 6,6km/h ·        Rozciąganie ·        15 /15 min aerobiku ·        10 590 /10 000 kroków

Dzień 5 – 25.05.2019r

  53,6kg Już prawie dotarłam do mojej poprzedniej stałej wagi 53,4kg. Teraz tylko dalej w dół. Podejrzewam, że teraz będzie trochę trudniej, zawsze tak było, że gdy w krótkim czasie przytyłam kilka kilo to przy odchudzaniu one bardzo szybko spadały. Gdy tylko osiągałam wagę , którą utrzymywałam przez dłuższy czas, spadek kolejnych kilogramów był wolniejszy. Dziś trening słabo, nie miałam, siły już przed wyjściem z domu. Niby czas ok, zwiększyłam trochę średnią szybkość, ale pierwszy kilometr prawie się wlokłam – 8 km/h. Dopiero na drugim etapie przyspieszyłam. Zdałam też sobie sprawę, że walnęłam babola w trzecim poście – zamiast zmniejszać sobie kilometry na godzinę w postanowieniu to je sobie dodałam 😛 Mam zamiar chodzić szybciej, osiągać średnią szybkość najpierw 7-8 km/h, później 8-9 . Jedzonko ok. Obiecałam, że gdy dojdę do wagi sprzed przytycia pozwolę sobie na „mały” odpust. Jutro z okazji Dzień Mamy upiekę ciasto i zrobię na obiad surówkę Gryos. Będzie też Rafaello...