Przejdź do głównej zawartości

Trochę więcej o mnie...


   Jestem już, można powiedzieć, weteranką odchudzania. Prowadziłam nawet kiedyś bloga. Wtedy ujawniłam o sobie praktycznie wszystko, łącznie ze swoimi zdjęciami. Teraz postanowiłam podejść do tego inaczej – ten blog będzie anonimowy. Nie dlatego, że nie chcę, a by ktoś się dowiedział, że się odchudzam w „ten” sposób. Większość osób z mojego otoczenia wie, że zawsze dążę do celu jak najkrótszą i najszybszą drogą. Po prostu tak będzie dla mnie swobodniej. Nie będę umieszczała informacji o moim życiu, chyba, że będą się one ściśle wiązały z moją dietą.
   Jak wspominałam, odchudzam się od dawna. Praktycznie przyrodę z dietami zaczęłam jedenaście lat temu. Najwyższą moją wagą było 78kg. I wtedy, mając 16 lat, weszłam na ścieżkę diet i ćwiczeń, którą podążam do dziś. Najniższą wagą jaką osiągnęłam było 51.5 kg. Od początku odchudzania marzyłam o magicznej liczbie 50. W pewnym momencie mojego życia zamarzyłam nawet o 45 kilogramach, jednak za dobrze znam siebie, by się łudzić, że dotrę do tego miejsca.
   Ostatnio postanowiłam w końcu spełnić moje marzenie. Nawet zabrałam się za jego realizację. Zabrakło mi wtedy 3,4 kg do celu. Ale moje życie znów wywróciło się do góry nogami. Musiałam praktycznie w ciągu jednego nią porzucić prawie wszystko, co było dla mnie najważniejsze. Potężny dół, z którego nie wydostałam się do dziś zaowocował trzema kilogramami na plus. Do tej pory udało mi się zrzucić ponad kilogram. Teraz zaostrzam dietę i ćwiczenia i walczę choć o spełnienie tego jednego marzenia.
   Tak więc rzucam sobie dwudziestodniowe wyzwanie. Do 10 czerwca mam schudnąć pięć kilo. Za osiągnięcie pułapu 53,4 kg nagrodą będzie drobna nagroda, drobne odstępstwo od diety. Osiągnięcie 50 kg mam zamiar uczcić huczniej – upiekę sobie tort Kinder. Znalazłam już nawet wzór i się nim maltretuję, bo mam go na tapecie na pulpicie.
   W zmaganiach ze sobą pomaga mi aplikacja Samsung Health. Wspaniała sprawa. Jak trener osobisty. Liczy kroki, kalorie i ćwiczenia.
A oto zasady, których mam zamiar się trzymać:
  • ·       Jeść do 600 kcal dziennie
  •       Chodzić/ biegać dookoła zalewu (jedno okrążenie – 2,4km) 
  •          Poranne i wieczorne rozciąganie (naprzemiennie)
  •       15 min aerobiku dziennie
  •          Co najmniej 10 000 kroków dziennie


          W razie braku efektów mam zamiar podkręcić ilość ćwiczeń, choć nie chętnie – nie jestem typem sportowca, nie lubię ćwiczyć. Mam zamiar na zmianę codziennie albo biegać albo chodzić, coś jak marszobieg. Zobaczymy na ile mi pozwoli moja kondycja.
To by było na tyle. Zaczynam.

A oto trofeum, bo główna nagrodą będzie w końcu wymarzona waga:


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dzień 12 – 01.06.2019r

   53,4kg. Buuu… Niby w dół, ale o wiele wolniej. Boję się momentu gdy waga mimo starań się zatrzyma. Wagę 53,4kg przed gwałtownym przytyciem utrzymywałam przez prawie rok. Jak już wspominałam wcześniej, teraz waga pewnie będzie spadać wolniej. Grunt to się nie poddać nawet jak waga nie ruszy z miejsca.    Trening dziś słabo. Dosłownie. Było mi piekielnie słabo więc i wynik słaby. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że nie pamiętam jednego z odcinków trasy. Jak odtwarzałam sobie dzisiejszy „spacer” jakby film mi się urwał w pewnym momencie. Gdy sprawdziłam na Samsung Health przebieg treningu okazało się że na tym etapie szłam i to nawet w niezłym tempie i bardzo równo. Jakby automatycznie.    Dziś spróbowałam pierwszy raz w tym roku czereśnie. Uwielbiam je, ale ceny ponad trzydziestu złotych za kilogram zniechęcały.     To na tyle marudzenia na dziś Podsumowanie:  09:35 – musli (30g) i płatki kukurydziane (10g) z mle...