Przejdź do głównej zawartości

Dzień 3 – 23.05.2019r


   54,9kg Miło zacząć dzień od dobrych wiadomości. Trening z nie do końca oczekiwanymi rezultatami, ale się poprawię. Postanowiłam małą zmianę związaną z rozciąganiem. Rano zaraz po wstaniu z łóżka jestem tak nie przytomna, że jestem w stanie jedynie napić się wody, ubrać i wyjść. Rozbudzam się dopiero w ruchu. Wieczorem za to już nie za bardzo chce mi się ćwiczyć. Więc będę się rozciągać zaraz przed aerobikiem popołudniu. Codziennie. I tu nasunął mi się kolejny pomysł. Kiedyś, gdy byłam jeszcze w gimnazjum bardzo chciałam się rozciągnąć na szpagat. Nawet z koleżankami rzuciłyśmy sobie wyzwanie której pierwszej się uda. Mnie niestety nie udało się wcale. Teraz postanowiłam do tego wrócić. Tym razem się nie poddam.
   Aerobik za to dziś na plusie – po odrobieniu planowanych piętnastu minut miałam jeszcze sporo energii i chęci, więc dociągnęłam do dwudziestu minut.
   Dziś z planowanych posiłków zebrało się 400 kalorii. Postanowiłam zaszaleć i dodatkowo zjadłam kromkę chleba i pomidorka koktajlowego. Mimo, że nie przekroczyłam limitu… dostałam wyrzutów sumienia. Z powodu tej suchej kromki… zaczyna mi odbijać.
   Żeby się bardziej zmotywować do utrzymania tempa odchudzania wyszukałam w Internecie zdjęcie ludzkiego tłuszczu. A nawet porównanie mięśnia i tłuszczu:

 Działa na wyobraźnie co? Zdecydowanie chcę jak najmniej tego żółtego obrzydlistwa w moim ciele.

Podsumowanie:
09:00 – musli (30g)i płatki kukurydziane (10g) z mlekiem (60g) +kawa – 197kcal
14:29 - banan (69g) + po jednym orzechu: nerkowca, laskowym, migdale i włoskim + suszona morela– 119kcal
17:20 - zupa ogórkowa (250g)– 101kcal
18:29 – kromka chleba (35g) + pomidor koktajlowy (16g) – 94 kcal

·       511/600 kcal
·       Trening 00:19:31; 6,4km/h
·       Rozciąganie
·       20/15 min aerobiku
·       13 022/10 000 kroków

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dzień 12 – 01.06.2019r

   53,4kg. Buuu… Niby w dół, ale o wiele wolniej. Boję się momentu gdy waga mimo starań się zatrzyma. Wagę 53,4kg przed gwałtownym przytyciem utrzymywałam przez prawie rok. Jak już wspominałam wcześniej, teraz waga pewnie będzie spadać wolniej. Grunt to się nie poddać nawet jak waga nie ruszy z miejsca.    Trening dziś słabo. Dosłownie. Było mi piekielnie słabo więc i wynik słaby. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że nie pamiętam jednego z odcinków trasy. Jak odtwarzałam sobie dzisiejszy „spacer” jakby film mi się urwał w pewnym momencie. Gdy sprawdziłam na Samsung Health przebieg treningu okazało się że na tym etapie szłam i to nawet w niezłym tempie i bardzo równo. Jakby automatycznie.    Dziś spróbowałam pierwszy raz w tym roku czereśnie. Uwielbiam je, ale ceny ponad trzydziestu złotych za kilogram zniechęcały.     To na tyle marudzenia na dziś Podsumowanie:  09:35 – musli (30g) i płatki kukurydziane (10g) z mle...